Meksykańska miska mocy (Buddha bowl #1)

Jeśli interesują was najnowsze trendy w odżywianiu lub namiętnie przeglądacie kulinarne blogi, to na pewno wpadły wam w oko kolorowe i wypełnione przeróżnymi składnikami miski, okrzyknięte jako Buddha bowls. Na dobre „rozpanoszyły się” one w kulinarnym światku pod koniec zeszłego roku, by w części osób wywołać powściągliwość („przecież to jedynie sałatka w misce”), a w części szczery entuzjazm („świetny sposób podania wielu różnych produktów!”). Sama, będąc ciekawą pochodzenia pomysłu na sławne już „miski Buddy” lub „miski mocy”, jak określa je spora grupa osób, próbowałam zebrać kilka użytecznych informacji na ich temat. Być może zainteresuje was fakt, że początkowo owe miski wypełniały produkty wegańskie, tymczasem dziś równie popularne są ich mięsne oraz rybne wersje, przy czym nie ma żadnych reguł, które określałyby ilość składników mających do takiej miski trafić, ani proporcji, w jakich powinny być one dobierane. Znajdziecie tu surowe, gotowane i pieczone warzywa, zielone liście i zioła, orzechy i nasiona, kasze, ryż i bataty, tofu, jajka czy chude mięso lub owoce morza.

Główną ideą, stojącą za taką formą podania jedzenia było umieszczenie wielu odżywczych, różnorodnych i kolorowych produktów w jednym naczyniu tak, aby – po pierwsze – były atrakcyjne wizualnie, po drugie – łatwe w przygotowaniu i spożywaniu (także na wynos; tu miskę można zastąpić zamykanym pojemnikiem), a wreszcie – odpowiednio zbilansowane. Musimy pamiętać, że barwa warzyw wskazuje na najcenniejsze ze składników w nich zawartych, a barwniki odpowiedzialne za ich kolor są silnymi przeciwutleniaczami, mającymi konkretne, korzystne właściwości. Zwykle, w ciągu dnia nie zwracamy uwagi na to, by dobierać zjadane produkty pod kątem ich koloru – a jest to bardzo praktyczne z punktu widzenia zdrowego odżywiania. Zebranie różnobarwnych warzyw w jednej misce pozwoli nam znakomicie zbilansować posiłek oraz stworzyć taki, który dostarczy nam wielu różnych składników odżywczych.

Oczywiście, poza kwestiami praktycznymi i zdrowotnymi, za miskami Buddy stoi również swoista moda oraz kulinarny trend – wszak prawdą jest, że ich zawartość jest po prostu innym spojrzeniem na sałatkę. Już sama nazwa tego dania jest znakiem wszechobecnej komercjalizacji oraz próbą „uduchowienia” potrawy, która nie ma przecież żadnych konotacji religijnych. Kiedyś trafiłam na ciekawostkę mówiącą, że miska mocy powinna być wypełniona na tyle, by jej zawartość stworzyła znaczną wypukłość, przypominającą brzuch Buddy jaki znamy z przedstawiających go popularnych figurek – i stąd właśnie ta nazwa. Niezależnie jednak od prawdziwości tego wytłumaczenia czy naszego stosunku do mody – miska Buddy jest praktycznym i ciekawym sposobem skomponowania pełnowartościowego posiłku, dlatego warto pokusić się o jej przygotowanie. A co najlepsze – nie wymaga trzymania się sztywnych proporcji czy listy składników. Czasami pomocnym jest obranie kulinarnego tematu i dobranie składników pod jego kątem. Jak dzisiaj u mnie: styl meksykański!

Możesz użyć wszystkich wymienionych w przepisie składników, tylko część z nich albo też dodać własne, ulubione. Miski mocy polegają na komponowaniu różnorodnych, zdrowych, kolorowych i smacznych produktów, ale też jedzeniu tego, co ma się akurat pod ręką.

Składniki na 1 sporą porcję:

  • kilka łyżek ugotowanej czerwonej komosy ryżowej (można użyć również białej komosy, ryżu lub np. kaszy jaglanej)
  • kilka łyżek ugotowanej czarnej lub czerwonej fasoli (może być z puszki)
  • mały słodki ziemniak lub 1/2 większego (upieczony z dodatkiem oleju i przypraw)
  • 1/2 awokado
  • 1 mała marchewka, pokrojona na cienkie paseczki
  • 1 pomidor, pokrojony w kostkę
  • garść ulubionej sałaty lub szpinaku
  • garść poszatkowanej czerwonej kapusty
  • kilka nerkowców (lub sezam albo inne pestki/orzechy)
  • kilka plasterków szalotki/czerwonej cebuli i ostrej papryczki (opcjonalnie)
  • dressing jogurtowy: 2 – 3 łyżki jogurtu roślinnego lub zwierzęcego, spora garść listków kolendry, skórka otarta z 1 limonki, 1/3 ząbku czosnku (opcjonalnie), sól i pieprz do smaku

Batata obrać, pokroić na niedużą kostkę, rozłożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, posypać sporą szczyptą soli, pieprzu oraz po połowie łyżeczki słodkiej papryki, kuminu i kolendry. Polać niepełną łyżką oleju (np. ryżowego lub z pestek winogron), wymieszać (najlepiej palcami) tak, by kawałki batata były równo pokryte przyprawami. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160°C, piec około 15 – 20 minut, do miękkości.

Kapustę drobno poszatkować, przełożyć do miseczki, odrobinę posolić i krótko powygniatać tak, aby nieco zmiękła. Pomidora pokroić w kostkę, szalotkę i papryczkę w cienkie paseczki, awokado pokroić na kawałki, a marchewkę, najlepiej przy pomocy obieraczki julienne na cienkie paseczki.

Przygotować dressing. Do miseczki zetrzeć skórkę z limonki (woskowany owoc należy wcześniej starannie wyszorować i sparzyć wrzątkiem) i kawałek ząbka czosnku; kolendrę drobno posiekać, przełożyć do miski. Dodać jogurt, wymieszać, doprawić solą i pieprzem.

Na dno miski wyłożyć większą część sałaty, na niej poukładać pozostałe składniki. Całość przed podaniem polać dressingiem.

Smacznego!

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *