Czekoladki fistaszkowe (bez cukru, wegańskie, z kaszą jaglaną)

Przychodzi taki moment, kiedy w człowieku budzi się łasuch tak potężny, że zaspokoić go mogą wyłącznie rozpustne słodkości. W moim przypadku rzecz jest nawet bardziej poważna, bo w owych chwilach nachodzi mnie nieprzebrana ochota na masło orzechowe. Ba, nawet lepiej, bo na masło orzechowe w połączeniu czekolady, karmelu i fistaszków – wzorem pewnych batoników znanej marki. Wiedziona tą silną i gwałtowną potrzebą stworzyłam więc czekoladki, które owe batoniki przypominają. Zresztą to coś więcej niż czekoladki, bo zarówno ich rozmiar jak i smak dostarczają rozkoszy większych, niż może wskazywać na to niepozorna nazwa. Pod warstwą czekolady kryje się tu odrobinę lejący karmel, chrupiące orzeszki ziemne oraz fantastyczne orzechowe nadzienie z kaszy jaglanej – a wszystko to bez grama cukru, laktozy, utwardzanych tłuszczów czy syropu glokozowo-fruktozowego (o ile zatem lepsze to słodkości niż popularne batony!). Póki co, baaardzo staram się przekonać samą siebie, że zjedzone dwie sztuki to aż nadto 😉

Do wykonania czekoladek użyłam silikonowej formy na muffiny. Prawdopodobnie czekoladki udadzą się również, jeśli będą wykonane w papierowych papilotkach na babeczki umieszczonych w tradycyjnej formie, niemniej nie sprawdziłam tego i niestety nie mogę ręczyć za efekt. Używając papierowych papilotek prawdopodobnie trzeba będzie wykorzystać więcej czekolady, niż podane zostało w przepisie.

Składniki na 8 dużych (około 60-gramowych) czekoladek:

  • 100 g gorzkiej czekolady o zawartości kakao min. 70%, bez dodatku białego cukru (lub więcej, zobacz wskazówki pod przepisem)
  • 1/3 szklanki kaszy jaglanej + 2/3 szklanki wody
  • 1 – 2 łyżki syropu klonowego + 3 łyżki (na karmel)
  • 2 łyżki masła orzechowego bez dodatków + 2 lekko czubate łyżeczki (na karmel)
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • po dużej szczypcie nierafinowanej soli, imbiru i wanilii + około 1/5 łyżeczki nierafinowanej soli (na karmel)
  • 60 – 80 g prażonych orzeszków ziemnych bez dodatku soli czy tłuszczu

Kaszę jaglaną przełożyć na sitko o drobnych oczkach, dokładnie przepłukać pod strumieniem zimnej wody, następnie krótko przelać wrzątkiem. W garnuszku zagotować 2/3 szklanki wody z dodatkiem szczypty soli, do gotującej się wody wrzucić kaszę, ponownie doprowadzić do wrzenia, po czym zmniejszyć ogień do minimum i gotować pod przykryciem, nie mieszając, aż kasza wchłonie cały płyn (około 12 – 15 minut). Kaszę pozostawić do częściowego przestudzenia.

Czekoladę połamać na kawałki i przełożyć do odpornej na działania wysokiej temperatury miseczki, umieścić na mniejszym garnku z gotującą się wodą tak, by dno miski nie dotykało powierzchni płynu i powoli rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej. Do otworów silikonowej formy na muffiny przelać po jednej łyżeczce płynnej czekolady, odczekać chwilę, po czym delikatnie poruszać formą tak, by czekolada rozlała się też na ścianki (na wysokość około centymetra), odstawić.

Jeszcze ciepłą kaszę przełożyć do miski, dodać sól, imbir, wanilię, sok z cytryny oraz 2 łyżki syropu klonowego (lub jedną, jeśli czekoladki mają być mniej słodkie) – zblendować ręcznym blenderem na masę. Dodać 2 łyżki masła orzechowego i kontynuować blendowanie, aż masa będzie jednolita i gładka. Do środka każdego z otworów z czekoladą nakładać po łyżce masy, starając się ją odrobinę wyrównać (masa może być jeszcze lekko ciepła i klejąca), na wierzch masy wysypać orzeszki ziemne.

3 łyżki syropu klonowego przelać do małego naczynia, dodać 2 lekko czubate łyżeczki masła orzechowego i sól – zmiksować lub zblendować na gładki karmel, karmelem polać orzeszki w każdym z otworów, po czym formę z czekoladkami przełożyć na 10 minut do lodówki.

Miskę z czekoladą ponownie umieścić w kąpieli wodnej, czekoladę jeszcze raz doprowadzić do bardzo płynnej postaci. Formę wyjąć z lodówki, warstwę karmelu polać odrobiną czekolady. Poczekać, aż czekolada zastygnie, po czym formę umieścić na minimum 2 godziny w lodówce. Po tym czasie czekoladki delikatnie uwolnić z formy, przechowywać w lodówce. Im dłużej przechowywane w lodówce, tym czekoladki i ich nadzienie stają się twardsze.

Smacznego!

  • Starałam się wykorzystać minimalną ilość czekolady, przez co słodkości otoczone są jej cienką warstwą, a w efekcie dość delikatne (jedna odrobinę pokruszyła się przy wyjmowaniu z formy). Jeśli wolisz, możesz ilość czekolady zwiększyć nawet dwukrotnie, dla bardziej stabilnej formy. Wówczas uzyskamy nawet nie tyle czekoladki, co naprawdę „konkretne” batoniki.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

2 comments Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *