Kotlety z tuńczyka i czerwonej fasoli (w drodze wyjątku)

Na ogół staram się unikać żywności puszkowanej. Nie mam tu nawet na myśli gotowych dań czy mięsnych lub rybnych wieloskładnikowych konserw – tych nie jadam w ogóle. Mowa tu o puszkowanych warzywach, strączkach, tuńczyku bądź mleku kokosowym. Przyznam, że posiadam niewielki, choć żelazny zapas wymienionych produktów. Korzystam z nich w chwilach absolutnego „kryzysu zaopatrzeniowego”, która zdarza się chyba każdemu – gdy lodówka świeci pustkami i nie ma możliwości przygotowania posiłku z innych składników.

Jedzenie  żywności puszkowanej w dużych ilościach może być dla nas ogromnie szkodliwe. Zawiera ona znaczne ilości bisfenolu A (BPA) – substancji wykorzystywanej w produkcji tworzyw sztucznych. BPA wywołuje szereg niepożądanych działań o ogromnych konsekwencjach dla ludzkich organizmów – z zaburzeniami hormonalnymi oraz zwiększeniem ryzyka nowotworów na czele. Związek ten może znajdować się w pojemnikach do przechowywania żywności, butelkach, zabawkach, smoczkach i naczyniach dla dzieci, czy nawet być obecny na powierzchni papieru używanego do wydruków bankomatowych i paragonowych.

Co możemy zrobić by ograniczyć kontakt z tą toksyczną substancją? Przede wszystkim wyeliminować z naszej diety napoje w puszkach, puszkowane owoce w słodkich syropach, wszelkiej maści mięsne i rybne konserwy – te, nawet gdyby były sprzedawane w innym opakowaniu, pozostawałyby raczej niezdrowe dla naszych organizmów. Ponadto, zawsze sprawdzajmy oznaczenia tworzyw sztucznych, z których korzystamy – dotyczy to bezwzględnie tych, z którymi kontakt mają dzieci. Jedzenie najlepiej jest przechowywać w szklanych, a nie plastikowych pojemnikach. Pozostałości z puszek, których nie wykorzystaliśmy od razu zawsze należy przełożyć do innego naczynia. Jeśli mamy wybór, kupujmy gotowe do spożycia warzywa i strączki w słoikach (dostępne w takiej formie są np. kukurydza, fasolka czy ciecierzyca), a jeśli już sięgamy po te puszkowane to róbmy to sporadycznie – jak w przypadku tuńczyka i czerwonej fasoli, które wykorzystane dzisiaj przeze mnie na kolację, nie wrócą na nasz stół przez długi czas. Przygotowane z nich kotlety są zwarte i sycące, świetnie nadają się również do zapakowania i zabrania ze sobą, jako element posiłku jedzonego poza domem. Podawane na przykład ze świeżą sałatą i pomidorami.

Składniki na około 6-8 kotletów:

  • 2 puszki tuńczyka w sosie własnym (szukajmy pole & line)
  • 1 puszka czerwonej fasoli (odsączonej z zalewy i przepłukanej na sicie) lub około 250g ugotowanej czerwonej fasoli
  • 1 średnie jajko
  • szalotka lub 3 łyżki posiekanego szczypiorku albo ćwierć cebuli
  • pół łyżeczki czerwonej papryki w proszku
  • około pół łyżeczki soli, pieprz
  • niewielka ilość masła klarowanego lub oleju kokosowego do smażenia

Do naczynia przełożyć przepłukaną czerwoną fasolę, zmiksować blenderem. Dodać mocno odciśniętego z zalewy tuńczyka, jajko, przyprawy oraz drobno posiekaną cebulkę lub szczypiorek. Wymieszać i wyrobić na jednolitą masę (najlepiej dłonią).

Z masy formować w dłoniach niewielkie, płaskie kotlety. Smażyć na nieprzywierającej patelni, na małej ilości klarowanego masła lub oleju, po około 4-5 minut z każdej strony, do zrumienienia. Podawać na ciepło lub zimno, na przykład z sałatą z pomidorami.

 Sałatka:

  • 2-3 małe pomidory
  • liście sałaty, np. karbowanej
  • 1 mała szalotka
  • 2 łyżki oliwy extra virgin
  • 1 łyżka octu jabłkowego
  • szczypta soli, pieprz

Liście sałaty umyć i odsączyć z nadmiaru wody, porwać na kawałki i ułożyć na talerzach. Pomidory pokroić w cząstki, szalotkę posiekać na drobne półplasterki. Olej dobrze wymieszać z octem i szczyptą soli. Na sałacie rozłożyć cząstki pomidorów, plasterki cebulki, całość polać winegretem i posypać świeżo mielonym pieprzem.

Smacznego!

IMGP1905

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *